Beata Szydło pytana o nepotyzm w spółkach Skarbu Państwa: "Wie pan, ja mam dużo kolegów i koleżanek"

Mam dużo koleżanek i kolegów – takim „żartem” posady dla swoich znajomych skomentowała Beata Szydło. I skrytykowała kumoterstwo za rządów… PO i PSL.

Tysiąc nazwisk znalazło się na liście osób, którymi PiS i jego koalicjanci obsadzili instytucje i spółki państwowe – w poniedziałek „Puls Biznesu” opisał skalę tego zjawiska. Według gazety to członkowie tej partii, ich rodziny, znajomi. Posady w państwowych spółkach dostała między innymi koleżanka Beaty Szydło z podstawówki czy ojciec makijażystki prezesa Kaczyńskiego.

Dziś dziennikarz „Pulsu Biznesu” Dawid Tokarz na konferencji prasowej pytał o nepotyzm i kumoterstwo, przypominając, że Beata Szydło, kiedy była w opozycji do rządu PO-PSL – ostro krytykowała obsadzanie stanowisk krewnymi i znajomymi.

– Czy z tej perspektywy nie uważa pani że tamte deklaracje były hipokryzją? Szczególnie że wśród tych osób są osoby – pani koledzy i koleżanki osobiści, tacy jak pan Filip, pan Kozik pan Włoszek, pani Bigos-Jaworowska, pani Pieczka – wyliczał dziennikarz „Pulsu Biznesu”.

– Panie redaktorze, spodziewałam się bardziej ambitnego pytania, powiem szczerze. Nie sądziłam, że będziemy rozmawiać o koleżankach i kolegach Beaty Szydło – odparła Szydło.

– Wie pan, ja mam dużo kolegów i koleżanek – odpowiedziała premier.

– Wiec możemy tutaj porozmawiać sobie dłużej na ten temat. To jest oczywiście żart, ale proszę nie sprowadzać dyskusji o zarządzaniu spółkami skarbu państwa do takiego poziomu. I zarazem powiem, dlaczego – dodała.

– Ja nie żałuję żadnych słów krytyki, które były wypowiadane przez Prawo i Sprawiedliwość również przeze mnie, wtedy kiedy rządziła Platforma i PSL. Dlaczego? Dlatego, że rok 2016, rządy PiS obnażyły brutalną prawdę, że przez osiem lat nie dbano o sprawy Polaków – mówiła.